wróć do spisu opowiadań


"Zaufanie" autorstwa Mavis Motomi
"Zaufanie"
Mavis Motomi
1 marca 2015


Nie lubiłam, kiedy za oknem rozpoczynała się jesień. Ciepłe dni, które napawały mnie radością gdzieś umykały, pozostawiając po sobie tylko miłe wspomnienia. Piękne kwiaty, które tak lubiłam podziwiać, wychodząc na spacery znikały pod deszczem opadających, niegdyś zielonych liści. Świat powoli, stopniowo przygotowywał się do jesieni, która wkrótce miała przerodzić się w zimę.
Był dopiero początek września, miesiąc, w którym można było jeszcze poczuć ostatni zapach lata, jednak w tym roku, ku mojemu rozczarowaniu wszystko wskazywało, że lato jest już daleko za mną.
Od kilku dni bezustannie padało. W mgnieniu oka zrobiło się zimno i tak… szaro.
Poprawiłam puszysty koc, którym przykryłam nogi i znów spojrzałam na zegar.
Był dziewiąty marca, po godzinie szesnastej. Już tylko ledwie osiem godzin dzieliło mnie od dnia, którego tak bardzo nie znosiłam…
Westchnęłam głęboko, natychmiast otrząsając się po raz kolejny z ponurych wspomnień.
To nie miało przecież sensu. Bo ile jeszcze można tak się zadręczać? Ile razy można na okrągło przeżywać ten sam dzień? Ile jeszcze można tak samo tęsknić…?
Spojrzałam na treść książki, której i tak już od ponad pół godziny nie czytałam. Niestety, nie była w stanie odciągnąć mnie od rzeczywistości. Ostatecznie ją zamknęłam i odłożyłam na stolik. A może bym się przeszła? Niby pogoda nie zachęcała, jednakże nie mogła już bardziej pogłębić moich depresyjnych myśli.
Wywlokłam się z łóżka i podeszłam do okna, z którego miałam widok na osiedle. Na dworze było już prawie ciemno. Jakby to był wieczór, a nie popołudnie. Krople deszczu uderzały rytmicznie o parapet i okno, zniekształcając obraz.
Może bym się przeszła do Lucy? Ona, jako jedyna wiedziała, co czuję w tych dniach i że ciężko jest mi, kiedy nie mam nikogo obok. Zaraz, niestety, porzuciłam tę myśl. Lucy była teraz u rodziny na drugim końcu miasta. Mogłam co najwyżej porozmawiać z nią przez telefon. A nie tego potrzebowałam.
Położyłam dłoń na zimnej szybie.
Prawda była taka, że nie było nikogo, komu umiałabym się zwierzyć z tego, co czuję.
Brzmi to całkiem śmiesznie, zważywszy na to, że miałam jeszcze Droya, Jeta, czy Gajeela. Ich także przecież zaliczałam do grona przyjaciół. Jednak więzi, które łączyły mnie z nimi, a z Lucy różniły się od siebie diametralnie. Lucy wiedziała o mnie dużo więcej od nich. Znała moje tajemnice, nawet te najskrytsze. Jej umiałam bezwarunkowo zaufać. Natomiast chłopacy… No właśnie, to byli chłopacy. Najprawdopodobniej nie mieli tak samo wrażliwego wnętrza jak ja i pewnie podeszli by do tego zbyt szorstko. Zwierzanie się im nie miało więc sensu. Przynajmniej dla mnie. Oni sami też zresztą nic nigdy mi nie mówili. Gdzieś tam ukrywali swoje emocje. Czemu więc ja miałabym nagle ich obarczyć swoim bólem? Ten układ byłby niesprawiedliwy. Wychodziło więc na to, że byłam sama.
Oparłam się czołem o chłodną szybę.
Jesteś taka słaba, Levy…
Nagle ciszę, w którą zdążyłam się już wsłuchać, przerwał donośny dźwięk mojej komórki. Zaskoczona, sięgnęłam w kierunku okrągłego stolika. Odebrałam, nie patrząc kto dzwoni.
— Mała, jesteś w domu? — W słuchawce usłyszałam głos Gajeela.
— Tak, coś się stało?
Przez chwilę nic nie mówił.
— Wiem, że pogoda nie zachęca, ale chodź się przejść.
W pierwszej chwili mnie zatkało. Rzadko kiedy Gajeel prosił mnie o spotkanie, jeśli nie chodziło o jakieś jego sprawy. Zawsze jak miał problem w szkole to pierwsze co dzwonił do mnie i wręcz żądał bym znalazła dla niego czas, bo inaczej obleje matmę/angielski/cokolwiek i to będzie moja wina. Z czasem nawet zaczęłam odnosić wrażenie, że gdyby nie pomaganie mu, ta znajomość już dawno by się skończyła. Albo ograniczyłaby się do kilku suchych zdań, podczas mijania się w szkole. Nie wiem, może to była tylko moja wyobraźnia, ale był czas, kiedy byliśmy sobie bliżsi.
— Dobrze — odparłam, mając niejasne wrażenie, że coś się święci.
— Zaraz po ciebie będę.
Rozłączył się, a ja usiadłam na brzegu łóżka.
Tęskniłam za dniami, kiedy moje życie było prostsze i gdy nie czułam tej pustki w sercu.
Sięgnęłam dłonią do złotego serduszka na łańcuszku, wiszącego na mej szyi i zaczęłam obracać nim w palcach.
Tęskniłam za dniami, kiedy żyła moja mama.

*****


„Zaraz” to jakieś pięć, może dziesięć minut, prawda? No właśnie. Myśląc, że nie mam zupełnie czasu biegałam po domu, szybko się ogarniając, a kiedy byłam gotowa, okazało się, że minęło piętnaście minut, a Gajeela nadal nie było. A potem minęło kolejne dziesięć i wciąż nic. W końcu, sfrustrowana wyciągnęłam komórkę z beżowej torebki i chciałam do niego zadzwonić, ale w tym samym czasie rozległ się dzwonek do drzwi.
Masz tempo, nie ma co — pomyślałam zirytowana i sięgnęłam do klamki.
Zdziwiłam się, kiedy go zobaczyłam. Nie miał ze sobą parasolki. Ubrany w swoją ulubioną, skórzaną kurtkę i nieco obdarte, czarne spodnie, spoglądał na mnie spod opadającej ciemnej grzywki, przemoczonej od deszczu. Szczerze? Wyglądał zabawnie. Jego wzrok jasno mówił, żebym nie próbowała nawet komentować jego wyglądu. Otworzyłam szerzej drzwi, wpuszczając go do mieszkania. Chyba ze spaceru nie wiele mogło wyniknąć - Gajeel był zupełnie przemoczony.
- Weź go – rozkazał a ja zdumiona zobaczyłam jak rozpina kurtkę. Nagle mym oczom ukazał się ciemny, włochaty łepek z pięknymi jasno zielonymi oczami. Małe, sterczące uszka poruszały się, wyłapując dźwięki. Gapiłabym się tak jeszcze długo, gdyby nie upominający ton chłopaka.
— Levy.
Zabrałam go niepewnie z rąk Gajeela. Kociak był zupełnie przemoczony. I taki malutki.
— Skąd…?
— W kartonie, pod moim blokiem. Miauczał i nie wiedziałem, co zrobić.
— I dlatego przyniosłeś go do mnie? — zapytałam z niedowierzaniem. — Co ja mam z nim niby zrobić?!
Popatrzył na mnie, jakby odpowiedź była równie oczywista, co fakt, że trawa jest zielona.
Poczułam, że ręce mi opadają. Miałam go przygarnąć, serio?! Gajeel, ty durniu…

*****


Gdy Gajeel był w mojej łazience, starając się doprowadzić do porządku ja siedziałam w swym niedużym pokoju, trzymałam małego kota na kolanach i wycierałam jego futerko granatowym ręcznikiem. Miał może ze trzy miesiące. Mruczał cichutko najwyraźniej zadowolony z czułego taktowania. Nie wyglądał źle, ale nie mogłam się pogodzić z pomysłem na jego przygarnięcie. Lubiłam koty, ale jakoś nie chciałam mieć na sobie obowiązku opieki nad takim stworzeniem. Kiedy przestałam go wycierać, zaraz obrócił głowę i spojrzał na mnie swoimi zielonymi ślepiami. Piękne, o migdałowym kształcie oczy. Ich głębia niespodziewanie przypomniała mi o mamie. Ona tez miała zielone oczy. Pełne radości i ciepła. Oczy, w których kryła się cała miłość…
— Levy? — Kiedy usłyszałam jego głos, szybko starłam łzy, ale zbyt późno. Dostrzegł je. Nie chciałam, żeby pytał o powody, nie wiem, czy chciałam mu mówić o mojej matce. Nigdy nawet jej nie poznał, bo zmarła cztery lata wcześniej.
Usiadł obok i niespodziewanie zabrał kota z moich kolan. Nie miałam odwagi na niego spojrzeć, więc uparcie wpatrywałam się w swoje splecione dłonie.
A cisza trwała. Długa, wręcz frustrująca cisza, w którą wtapiało się pomrukiwanie kota, drapanego przez Gajeela za uchem.
W głowie miałam setki nieposkładanych myśli. Nie wiedziałam, o czym z nim porozmawiać. Poruszyć tak trywialny temat jak szkoła? Zapytać go o wyniki z ostatnich egzaminów? A może zapytać jak tam jego zakup motoru? Niby wiedziałam o nim wiele, przecież potrafiliśmy ze sobą normalnie gadać, kiedy byliśmy na wycieczkach, w bibliotece, czy gdziekolwiek, więc dlaczego teraz żadne sensowne słowa nie przychodzą mi do głowy? Czemu siedzę i milczę?
Nagle czarny kociak podszedł do mnie niepewnie, jakby wyczuwając mój słaby nastrój. Spojrzał na mnie i miauknął cichutko. A potem otarł się delikatnie łbem o moje dłonie, domagając się pieszczot.
Był taki milutki. I słodki. Po prostu niewinny.
— Lily — wyszeptałam, głaskając go po grzbiecie. — Nazwę cię Lily.
Popatrzyłam też w końcu na Gajeela, który opierał się dłońmi za plecami i z wyraźnym zadowoleniem uśmiechał do mnie. Było w tym uśmiechu coś pokrzepiającego.
— Lucy do ciebie dzwoniła, prawda? — zapytałam, a Gajeel naraz zrobił zdziwioną minę.
— Powiedziała ci?
Pokręciłam przecząco głową. Lily znów wdrapał się na moje kolana i siedząc na nich, cieszył się z pieszczot.
— Pewnie miała wyrzuty sumienia, że mnie musiała zostawić, więc… Powiedziała ci o niej, prawda? — Spojrzałam uważnie na Gajeela. Chłopak wyglądał na trochę zakłopotanego, co było rzadkim widokiem. Z reguły był osobą pewną siebie. Drapiąc się po policzku, spoglądał gdzieś w bok.
— Czemu nigdy nie powiedziałaś?
Wzruszyłam ramionami.
— Czemu miałoby cię to interesować? — Nie chciałam, by pomyślał, że mu nie ufam, czy coś, ale byłam osobą na tyle skrytą, że nie umiałam się ze wszystkimi dzielić moimi rozterkami. Jet i Droy wiedzieli o mojej mamie, bo znali mnie od dziecka, ale Gajeel pojawił się zaledwie dwa lata temu w moim życiu. I chociaż szybko go polubiłam, to nie znaczyło, że o wszystkim chciałam mu mówić.
Nie wydawał się być zaskoczony moją odpowiedzią. Położył się nagle w poprzek łóżka zakładając za głowę splecione ręce. Dopiero teraz zdałam sobie sprawę, że nie ma na sobie koszulki! Natychmiast spąsowiałam i odwróciłam wzrok. Chociaż szybko poczułam pokusę, by jeszcze raz na niego zerknąć. Ale postanowiłam ją zwalczyć.
— Pytałaś mnie kiedyś, czemu wyniosłem się z Tokio na taką prowincję, jaką jest Magnolia. Pamiętasz, co ci wtedy odpowiedziałem?
Nie trwało długo nim sobie przypomniałam tamtą rozmowę. To było pierwszego dnia, kiedy go poznałam. Zapytałam go o to, podczas przerwy na śniadanie, które jedliśmy na dachu budynku szkoły.
— Chciałeś uciec od tamtego życia. Ale nigdy nie wyjaśniłeś tak naprawdę, o co chodziło.
— Moja siostra — odparł natychmiast, spoglądając bezwiednie w sufit. — Zginęła w wypadku kolejowym. A ja, mając dość spojrzeń pełnych litości, po prostu zwiałem do miejsca, w którym nikt mnie nie znał.
To wyznanie zupełnie mnie zaskoczyło. Gajeel nigdy nie wspominał o swojej rodzinie, nawet nie wiedziałam, że miał siostrę… Chyba wciąż nie wiele o nim wiedziałam.
— Przykro mi — wyszeptałam, znów spuszczając wzrok.
— Niepotrzebnie — powiedział, podnosząc się nagle do siadu. — Nie po to ci to mówię, mała.
O dziwo uśmiechał się. A jego wiecznie ostre spojrzenie nabrało wyjątkowej łagodności.
— Chcę byś wiedziała, że rozumiem, co czujesz. I niezależnie od tego, jakim typem jestem, możesz mi w pełni ufać. Zawsze.
Spoglądałam na niego z niedowierzaniem, jakbym usłyszała właśnie najbardziej nieprawdopodobną historię. Bo w sumie to było wręcz nieprawdopodobne, by Gajeel sam z siebie mówił o ufaniu mu. Zawsze kreował siebie na kogoś silnego, kogo należy się bać i z kim nie powinno się zadzierać. Nigdy nie widziałam jego wrażliwszej strony, a teraz…
Wyciągnął rękę, gdzie na przedramieniu miał wytatuowane czarne płomienie i pstryknął palcem w moje czoło.
— Rozumiemy się?
W końcu pokiwałam głową, nadal nie wiedząc, co powiedzieć. Bo proste „dziękuję” wydawało mi się nagle zbyt błahe.
Jednak świadomość, że jest obok mnie ktoś, kto potrafi zrozumieć moje uczucia, dodała mi otuchy. Poczułam się lepiej. Wiedziałam, że jutrzejszy dzień, nie będzie już tak samo ciężki. Poradzę sobie.
Nie byłam przecież sama, prawda?

Dodano: 01.03.2015



comments powered by Disqus

↑do góry
↑do góry
Szybki dostęp: kolejność oglądania, pierwsza seria, druga seria, trzecia seria, filmy kinowe, odcinki specjalne, rave master, openingi, endingi.
Podobne anime: Bleach, Black Clover, Gintama, HunterxHunter, Naruto, One Piece, Shingeki no Kyojin.
Strona wykorzystuje pliki cookies potocznie zwane ciasteczkami. Korzystając ze strony, zgadzasz się na ich udostępnianie. Można również zablokować ciasteczka w ustawieniach przeglądarki.
Na stronie nie są przechowywane żadne pliki wideo, strona archiwizuje jedynie ogólnodostępne linki do serwisów wideo, których użytkownicy potwierdzili legalność zamieszczonych materiałów.